Przeglądasz archiwum Sierpień, 2014 .
Wyświetlam 1 - 3 z 4 notek

„…Plącze nam nogi i mówi idź…”

  • Napisane 24 sierpnia 2014 o 21:40

To chyba jeden z najgorszych okresów w moim życiu… I choć staram się pozbierać, to coś ciągle podcina mi nogi.
Już nie wiem jak sobie z tym wszystkim radzić. Serio.
Raz miewam lepsze dni, raz gorsze, ale częściej te gorsze.
Świadomość tego, że muszę jeszcze długo czekać, by starać się; brak pozwolenia od lekarzy na jakiekolwiek aktywności fizyczne; wiadomość o zmianach w pracy, na które nie byłam gotowa – te rzeczy mi wcale nie pomagają się ogarnąć.
Myśl o jutrzejszym powrocie do pracy powoduje znów silne duszności, których już tak dawno nie miałam :(
Żeby jeszcze ten stres pomagał mi schudnąć, ale nawet to mi nie wychodzi, przez co czuję się jeszcze gorzej.
Odchodzące lato zbyt wcześnie wcale nie polepsza mojego samopoczucia.
Sam Mąż stwierdził, że przez ostatni czas nie jestem sobą, że te 3 tyg bardzo mnie zmieniły. Szczerze, nigdy bym siebie o coś takiego nie podejrzewała. Mam nadzieje, że to przejściowe, że to minie…. Sama chcę już mieć starą siebie, tą zwariowaną, uśmiechniętą „szesnastkę”…

Obietnica

  • Napisane 20 sierpnia 2014 o 22:39

Nauczona doświadczeniem staram się nie wypowiadać obietnic, zwłaszcza jak nie jestem pewna co do jej spełnienia. Ale jeżeli już coś obiecam, staram się ze wszystkich sił jej dotrzymać i tylko katastrofa mogłaby mnie powstrzymać.
Zdaję sobie sprawę, że mam trochę poranioną duszę i niektóre rzeczy mogę odczuwać i odbierać mocniej niż powinnam, ale cóż taka jestem (cytując klasyka „sorry, taki mamy klimat„). Będąc w szpitalu usłyszałam wiele obietnic odwiedzin… no i cóż żadna nie stała się czynem… Po powrocie do domu również, no oprócz jednej – miłej, ale raczej nie o to chodziło, nie o taki motyw by odwiedzić.
I tak sobie myślę, po co… kurwa! po co obiecujemy, a potem bez żadnych konsekwencji odbieramy radość osobie, która czeka jak dziecko rzec można. I co sobie myślimy, że co? że przecież nic się nie stało. Fuck, a może tej osobie zależało, może tak bardzo chciała spełnienia tej obietnicy. I już nie mówię tylko o jakiejś tam wizycie, ale ogólnie o składaniu obietnic BEZ pokrycia. I niby jak ukarać takową osobę, przecież to bez sensu, nie? I co jej powiem… „obiecałaś/łeś” tupnąć nóżką i się obrócić obrażona na cały świat… Słabo, nie? No i co można usłyszeć – „Sorry, nie dałam/dałem rady„. Hmmm to po kiego składanie obietnicy?! Cóż jeśli się chce to raczej się da, tylko trzeba CHCIEĆ. Czy to ma jakiś sens?
A może znów przesadzam, może znów wmawiam sobie coś czego nie ma. A może ten cholerny brak przyjaciółki znów mi bije na głowę? A może ja sobie znów wyobrażam więcej niż jest? Matko kochana, ile ja mam lat?  I czemu?! na Boga czemu nie mogę pogodzić się z tym, że w moim świecie nie istnieje bratnia dusza przypisana tylko mi…
Boli mnie podbrzusze, mam już dość… Niech TO już się usunie, niech ten koszmar się skończy, chce znów biegać i jeździć na rowerze i tak strasznie nie chcę wracać do pracy :(
Dobranoc…

Szpital

  • Napisane 13 sierpnia 2014 o 19:22

Kilka słów o moim stanie. Pod koniec lipca poszłam do lekarza zaniepokojona nie kończącą się miesiączką. Lekarz stwierdził, że mam polipy i trzeba to wyciąć, najlepiej w prywatnej klinice za 2 tys zł. Na szczęście byłam na tyle przytomna, żeby pójść do drugiego lekarza na konsultacje i potwierdzić diagnozę. Tak więc w poniedziałek poszłam do Pani doktor, która jako pierwszą rzecz kazała zrobić mi badanie krwi na obecność hormonu betaHCG. Podając mi dwie opcje – jeśli będzie pozytywny mam się pojawić na wizycie jak najszybciej,a jeśli negatywny mam się pojawić po następnej miesiączce. Wynik wyszedł pozytywny. W środę rano poszłam na wizytę i dostałam skierowanie do szpitala… Podejrzenie ciąży pozamacicznej. Po kilku badaniach w szpitalu w efekcie w piątek zostałam w nim zatrzymana . W pt dostałam zastrzyk, następny w poniedziałek i czekaliśmy by hormon zaczął spadać. Dziś w końcu ruszył delikatnie w dół i zostałam wypuszczona do domu. Ciąża około 8 tyg (ja stawiam na 4-5 tyg) W następny poniedziałek mam się stawić na wizytę kontrolną. Mam się oszczędzać, a co do dalszych starań musimy poczekać jak to wszystko będzie się goić i jak szybko ten hormon spadnie. 

Tyle co u mnie i jak to wszystko wyglądało. Dni w szpitalu były dość trudne, ale już jestem w domku i o tyle czuję się lepiej.

Dziękuję Wam dziewczyny za ciepłe słowa.


  • RSS